• polski
  • english
Zmień język:

PULS BIZNESU informuje.

2019-06-24

Wietnam zwycięzcą wojny handlowej Chin i USA.

Dziennik Puls Biznesu podaje, że gospodarka Azji Południowo-Wschodniej znacznie zyskuje na wojnie handlowej między USA a Chinami. Na związanych z nakładanymi cłami zmianach kierunków zamówień najwięcej zyskał Wietnam — wynika z analizy specjalistów banku Nomura Holdings. W ciągu 12 miesięcy zakończonych w marcu południowy sąsiad Państwa Środka zdobył dzięki wojnie handlowej nowe zamówienia na kwotę odpowiadającą 7,9 proc. jego PKB. To proporcja blisko czterokrotnie wyższa niż w przypadku kolejnego na liście wygranych — Tajwanu. Wietnamski eksport zastąpił w ogromnej większości eksport Chin do USA (dla odmiany — kosztem USA na dostawach do Państwa Środka zyskały Chile, Malezja i Argentyna). 

Wśród towarów, jakich dotyczyło przekierowywanie zamówień, najwięcej było elektroniki, a w dalszej kolejności także mebli i akcesoriów dla podróżnych. Skala korzyści dla zamieszkiwanego przez 94 mln osób i zajmującego powierzchnię nieco większą od Polski Wietnamu może być jeszcze większa. Ostatnie napięcia dotyczące technologii zapewne pogłębią zakłócenia w łańcuchach dostaw w branży elektronicznej, a to kolejna okazja do zdobywania zamówień. O tym, jak cenna stała się marka „made in Vietnam”, świadczy fakt, że w ostatnich dniach wietnamska policja skonfiskowała fałszywe świadectwa krajowego pochodzenia produktów, których zamierzali użyć chińscy eksporterzy. Razem w I kw. amerykański import z Wietnamu wzrósł rok do roku o 40 proc., co oznaczało najwyższą dynamikę wśród wszystkich krajów, podczas gdy z Chin spadł o 14 proc. 

„Dość dobrze wykształcone społeczeństwo, niskie płace i wsparcie rządu dla przemysłu sprawiają, że Wietnam dysponuje wieloma zaletami, którymi jeszcze 20 lat temu dysponowały Chiny” — tłumaczy Noah Smith, komentator agencji Bloomberg. 

Międzynarodowe korporacje przyspieszają proces przenoszenia części produkcji z Chin do Wietnamu, by złagodzić skutki szybkiego wzrostu kosztów w Chinach i zdywersyfikować swoją bazę produkcyjną. Efekt? Zagraniczne inwestycje bezpośrednie w będącym wciąż gospodarką wielkości zaledwie Finlandii czy Portugalii Wietnamie zanotowały sześć kolejnych wzrostowych lat (w ostatnich latach część produkcji przeniosły tu m.in. IKEA i Nike), by w ubiegłym roku sięgnąć rekordowych 19 mld USD. Wzrost gospodarczy, któremu według wcześniejszych obaw miała szkodzić wojna handlowa, siódmy kwartał z rzędu przekroczył 6,5 proc. „Dla krajów takich jak Wietnam przemysł jest jedyną szansą, by wyjść z ubóstwa. Zapewnia on masowe zatrudnienie, a jego powstanie rozpoczyna proces gromadzenia doświadczenia i dywersyfikacji gospodarki” — podkreśla Noah Smith. 

W rankingu sporządzonym przez firmę Natixis Wietnam uplasował się na pierwszym miejscu w Azji pod względem atrakcyjności jako lokalizacja dla przemysłu. Średnie płace robotników przemysłowych sięgają 216 USD miesięcznie i są o ponad połowę niższe niż w Chinach. Energia jest subsydiowana, a jej koszt jest o jedną trzecią niższy niż w Indonezji i o dwie trzecie niższy niż na Filipinach. O atrakcyjności Wietnamu stanowi wielkość siły roboczej (57,5 mln osób, czyli prawie tyle, ile Malezja i Filipiny razem wzięte) oraz położenie, łączące bliskość Chin i dostęp do morza. Kraj pnie się w górę w rankingu Banku Światowego Ease of Doing Business, gospodarka nie tylko szybko się rozwija, ale jest też stabilna, a rząd niedawno podpisał z Unią Europejską porozumienie o wolnym handlu. Choć administracja Donalda Trumpa mogłaby oskarżyć Wietnam o wiele rzeczy, które zarzuca Chinom (kraj chociażby trafił na listę podejrzanych o manipulacje kursem walutowym), to dotychczas nie ma wyraźniejszych sygnałów, by USA miały wprowadzić cła na wietnamski towary. Dlaczego? 

W przeciwieństwie do Pekinu w ostatnich latach stosunki Hanoi z Waszyngtonem były wyjątkowo poprawne — wrogów z czasów wojny sprzed pół wieku łączą wysiłki zahamowania ekspansji Państwa Środka na Morzu Południowochińskim. Ponadto deficyt USA w handlu z Wietnamem, choć ogromny, nie ma takiego znaczenia jak w przypadku handlu z Chinami — gospodarka tego kraju to odpowiednik zaledwie 1 proc. gospodarki USA. Wreszcie administracja w Waszyngtonie najwyraźniej zaczyna zdawać sobie sprawę, że nakładanie ceł na kolejne kraje o niskich kosztach robocizny nie doprowadzi do przeniesienia produkcji o wysokim wkładzie pracy do USA, ale do innych niezamożnych krajów. Tymczasem Wietnam, aby skorzystać z tej szansy, musi zacząć rozwiązywać swoje niedostatki. Porty i drogi są przeciążone, wielu pracownikom wciąż brakuje kwalifikacji, kraj zmaga się z korupcją, a ceny ziemi szybko rosną. W jego obrazie wciąż jednak przeważają zalety.  

 
Więcej aktualności